VI Niedziela Wielkanocna

Dzisiejsza liturgia prowadzi nas do samego serca chrześcijaństwa. Nie do religii rozumianej jedynie jako zbiór przepisów czy zwyczajów, ale do żywej relacji z Bogiem, który przychodzi do człowieka i mówi: „Nie zostawię was sierotami”.

To jedno zdanie z Ewangelii potrafi dotknąć bardzo głęboko. Bo chyba każdy człowiek nosi w sobie jakiś lęk przed opuszczeniem. Można być pośród ludzi, a jednocześnie czuć się samotnym. Można mieć wokół siebie gwar życia, obowiązki, wiadomości, rozmowy, a w środku doświadczać pustki i pytania: „Czy ktoś naprawdę mnie rozumie? Czy ktoś zostanie przy mnie, kiedy będzie trudno?”.

I właśnie w takim momencie Jezus mówi do uczniów słowa niezwykłe:
„Nie zostawię was sierotami”.

On nie obiecuje życia bez cierpienia.
Nie mówi, że odtąd wszystko będzie łatwe.
Nie obiecuje chrześcijaństwa wygodnego.
Obiecuje swoją obecność.

A ta obecność ma konkretne imię – Duch Święty.

Jezus nazywa Go „Parakletem”. To greckie słowo jest bardzo bogate. Oznacza Pocieszyciela, ale także Obrońcę, Kogoś, kto staje obok człowieka wtedy, gdy ten już nie ma siły. To niezwykle ważne. Duch Święty nie jest jedynie „religijną energią” ani pięknym symbolem. Jest żywym Bogiem obecnym w człowieku.

I może dlatego chrześcijaństwo nie polega tylko na wiedzy o Bogu, ale na życiu z Bogiem.

Pierwsze czytanie pokazuje Kościół młody, dynamiczny, pełen mocy. Filip przybywa do Samarii i głosi Chrystusa. Ludzie słuchają, chorzy odzyskują zdrowie, a duchy nieczyste odchodzą z krzykiem. Święty Łukasz kończy ten fragment niezwykle pięknym zdaniem:
„Wielka zaś radość zapanowała w tym mieście”.

To bardzo charakterystyczne.
Tam, gdzie naprawdę przychodzi Chrystus, rodzi się radość.

Nie chodzi o powierzchowny entuzjazm.
Nie chodzi o sztuczny optymizm.
Chodzi o głęboki pokój serca.

Człowiek może być zmęczony, może mieć problemy, może przeżywać chorobę, kryzys czy lęk – a jednocześnie mieć w sobie pokój, którego świat nie potrafi dać.

Bardzo ciekawy jest też sam fakt, że Ewangelia dociera właśnie do Samarii. Samarytanie byli przez Żydów traktowani z dystansem, czasem wręcz z pogardą. Uważano ich za religijnie „nieczystych”, podejrzanych, gorszych. A jednak Duch Święty zstępuje właśnie na nich.

Bóg po raz kolejny pokazuje, że Jego łaska nie działa według ludzkich schematów.

To ważna lekcja również dla nas.
Bo człowiek często dzieli ludzi:
na „lepszych” i „gorszych”,
na „godnych” i „niegodnych”,
na „świętych” i „przegranych”.

A Jezus patrzy inaczej.
On widzi człowieka głębiej niż jego historia, błędy czy upadki.

Może dlatego święty Piotr w drugim czytaniu pisze:
„Bądźcie zawsze gotowi do obrony tej nadziei, która w was jest”.

Nie mówi: brońcie ideologii.
Nie mówi: brońcie swoich racji za wszelką cenę.
Mówi o nadziei.

Chrześcijanin ma być człowiekiem nadziei.

I właśnie dziś świat tej nadziei bardzo potrzebuje.
Bo żyjemy w rzeczywistości pełnej lęku. Ludzie boją się o zdrowie, o relacje, o przyszłość, o Kościół, o swoje życie. Coraz więcej jest zmęczenia, nerwowości i wewnętrznego zagubienia.

A Jezus mówi:
„Wy mnie widzicie; ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie”.

To jest centrum Wielkanocy.
Chrystus żyje.
Nie jest wspomnieniem.
Nie jest jedynie postacią historyczną.
On żyje i działa.

Czasem człowiek chciałby zobaczyć wielki cud, niezwykły znak, coś spektakularnego. Tymczasem największe cuda często dzieją się po cichu:
kiedy ktoś po latach wraca do modlitwy,
kiedy człowiek przebacza,
kiedy odzyskuje sens życia,
kiedy mimo cierpienia nie traci nadziei.

Duch Święty bardzo często działa właśnie w ciszy.

Jeden z kapłanów opowiadał kiedyś zabawną historię o dziecku przygotowującym się do bierzmowania. Katechetka zapytała:
„Kim jest Duch Święty?”
A chłopiec odpowiedział:
„To chyba ktoś taki jak Wi-Fi od Pana Boga… bo Go nie widać, ale jak działa, to wszystko zaczyna łączyć”.

I choć wywołało to śmiech, jest w tym pewna głęboka intuicja.
Bo kiedy człowiek naprawdę otwiera się na Ducha Świętego, coś zaczyna się w nim porządkować. Nie znika od razu każdy problem, ale pojawia się światło. Człowiek zaczyna inaczej patrzeć, inaczej kochać, inaczej przeżywać cierpienie.

Dzisiejsza Ewangelia jest więc zaproszeniem, aby nie żyć jak sieroty.
Chrześcijanin nie jest samotnym wędrowcem we wszechświecie.
Jest dzieckiem Boga.

A skoro jesteśmy dziećmi Boga, to nawet wtedy, gdy droga robi się trudna, możemy iść dalej z ufnością.

Może właśnie dziś trzeba bardziej zaufać Jezusowi.
Może trzeba przestać żyć wyłącznie lękiem.
Może trzeba na nowo otworzyć serce na Ducha Świętego.

Bo chrześcijaństwo nie zaczyna się od perfekcyjności.
Zaczyna się od obecności Boga w człowieku.

I dlatego Jezus mówi dziś do każdego z nas:
„Nie zostawię cię sierotą”.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*