Dzisiejsza liturgia prowadzi nas do Wieczernika – miejsca lęku, pytań i niepewności. Apostołowie siedzą obok Jezusa, ale w ich sercach rodzi się niepokój. Czują, że coś się kończy. Dlatego Jezus mówi słowa niezwykle czułe: „Niech się nie trwoży serce wasze”. To nie jest zwykłe pocieszenie. To jest objawienie Boga, który zna ludzki lęk i nie odrzuca człowieka za jego słabość.
Bardzo piękne jest to, że Tomasz nie udaje bohatera. Mówi szczerze: „Nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?”. I właśnie wtedy Jezus wypowiada jedno z najważniejszych zdań Ewangelii: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”.
W języku greckim słowo „droga” – hodos – oznacza nie tylko kierunek, ale także sposób życia. Jezus nie daje więc uczniom mapy. On daje samego siebie. Chrześcijaństwo nie polega przede wszystkim na znajomości przepisów czy religijnych teorii. Polega na pójściu za Kimś. Za Chrystusem.
I może dlatego tak wielu ludzi gubi dziś pokój serca. Szukają dróg, ale bez Drogi. Szukają prawdy, ale bez Prawdy. Szukają życia, ale bez Tego, który jest Życiem.
Pierwsze czytanie pokazuje Kościół bardzo prawdziwy. Pojawiają się napięcia, szemranie, problemy organizacyjne. A jednak apostołowie nie uciekają. Nie rozpadają wspólnoty. Nie mówią: „To wszystko nie ma sensu”. Przeciwnie – rozeznają, modlą się i wybierają diakonów. Kościół od początku był wspólnotą ludzi niedoskonałych, ale prowadzonych przez Ducha Świętego.
To niezwykle ważne również dziś. Bo czasem człowiek gorszy się słabością ludzi Kościoła i zapomina, że fundamentem Kościoła nie jest ludzka doskonałość, ale Chrystus. Święty Piotr przypomina w drugim czytaniu: Jezus jest „żywym kamieniem”. A my jesteśmy „żywymi kamieniami”, z których Bóg buduje swoją świątynię.
Kamień sam z siebie niewiele znaczy. Dopiero połączony z innymi tworzy dom. Tak samo chrześcijanin nie został powołany do samotnej wiary. Potrzebujemy wspólnoty, modlitwy, Eucharystii i wzajemnego podtrzymywania się w drodze.
Jest w dzisiejszej Ewangelii jeszcze jedno bardzo ważne zdanie: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele”. Jezus nie mówi o miejscu anonimowym. Mówi o domu. O przestrzeni przygotowanej dla człowieka. O wieczności, która nie jest pustką, ale spotkaniem.
I może właśnie to jest najgłębsza nadzieja chrześcijanina: że życie nie kończy się ciemnością. Że Chrystus nie prowadzi nas donikąd. Że nawet wtedy, gdy droga wydaje się trudna i niezrozumiała, On już jest na jej końcu i czeka.
Czasem człowiek chciałby od Boga dokładnego planu na całe życie. A Jezus najczęściej daje tylko jedno: swoją obecność. Trochę jak w górach – nie zawsze widzi się cały szlak, ale wystarczy światło na kilka kroków do przodu. I właśnie tego uczy wiara: ufać Temu, który zna drogę.
Dlatego V Niedziela Wielkanocna jest zaproszeniem, by na nowo uspokoić serce. Nie wszystko musimy rozumieć. Nie na każde pytanie już dziś otrzymamy odpowiedź. Ale jeśli Chrystus jest drogą, to człowiek naprawdę nigdy nie idzie sam.
Dodaj komentarz