Siostro i Bracie,
idziemy dziś z uczniami do Emaus.
To nie jest pielgrzymka.
To raczej powrót… po wszystkim.
Rozmawiają. Układają fakty.
Próbują zrozumieć.
I w pewnym momencie pada zdanie, które wszystko wyjaśnia:
„A myśmy się spodziewali…”
I właściwie można by na tym zdaniu zatrzymać całe to spotkanie.
W greckim oryginale znajdziemy słowo:
„ēlpizomen” – „mieliśmy nadzieję”.
To forma, która oznacza coś, co trwało… i się skończyło.
Czyli bardziej:
„żyliśmy nadzieją… ale ona się wypaliła.”
To jest moment, kiedy człowiek mówi:
– „już nie wierzę, że coś dobrego się wydarzy”
– „już nie oczekuję”
– „to się nie uda”
I właśnie w tym miejscu zaczyna się Emaus.
Bo to jest bardzo nasze.
Każdy z nas ma takie doświadczenia.
Coś się nie udało.
Ktoś zawiódł.
Coś się rozpadło.
I człowiek dalej żyje.
Funkcjonuje.
Rozmawia.
Ale w środku mówi:
„ja już niczego nie oczekuję.”
Zresztą… znam takich ludzi, którzy mają wszystko poukładane.
Naprawdę wszystko.
Plan dnia, plan tygodnia, plan życia.
Tylko jak zapytasz:
„a masz jeszcze nadzieję?”
to nagle… nie ma w planie odpowiedzi.
Bo nadziei nie da się zaplanować.
I właśnie wtedy dzieje się coś najważniejszego.
Jezus przyłącza się do nich.
Nie zatrzymuje ich.
Nie mówi od razu: „to ja!”
On po prostu idzie z nimi.
I zaczyna od czegoś bardzo prostego:
słucha.
Potem tłumaczy Pisma.
A potem… łamie chleb.
I nagle wszystko się zmienia.
Nie dlatego, że sytuacja się zmieniła.
Krzyż nie zniknął.
To, co się wydarzyło – dalej było faktem.
Ale oni zobaczyli coś więcej:
że Bóg był w tym wszystkim obecny.
I dokładnie to samo mówi dziś św. Piotr:
„Bóg wskrzesił Jezusa, bo śmierć nie mogła nad Nim panować.”
Czyli:
to, co wyglądało jak koniec,
okazało się początkiem.
A św. Piotr powie jeszcze mocniej:
zostaliście wykupieni – nie srebrem, nie złotem,
ale czymś bez porównania większym.
Czyli Twoje życie…
Twoja historia…
Twoje Emaus…
ma wartość.
I teraz pytanie bardzo proste:
Co zrobić, kiedy jesteś w swoim Emaus?
Ewangelia daje trzy rzeczy:
Idź dalej – nawet jeśli nie widzisz sensu.
Pozwól Jezusowi iść obok – nawet jeśli Go nie rozpoznajesz.
Zostań przy Nim przy łamaniu chleba – bo tam otwierają się oczy.
Nie trzeba więcej.
Naprawdę.
Siostro i Bracie,
Emaus to nie jest tylko droga dwóch uczniów.
To jest moment w życiu człowieka.
Moment, kiedy mówi:
„już nie mam nadziei.”
I właśnie wtedy przychodzi Chrystus.
Cicho.
Bez rozgłosu.
Czasem nierozpoznany.
I robi jedną rzecz:
idzie obok.
A kiedy On idzie z człowiekiem —
droga, która wyglądała jak koniec,
zaczyna prowadzić do życia.
Amen.
Dodaj komentarz