III NIEDZIELA WIELKANOCNA

Siostro i Bracie,

idziemy dziś z uczniami do Emaus.
To nie jest pielgrzymka.
To raczej powrót… po wszystkim.

Rozmawiają. Układają fakty.
Próbują zrozumieć.
I w pewnym momencie pada zdanie, które wszystko wyjaśnia:
„A myśmy się spodziewali…”

I właściwie można by na tym zdaniu zatrzymać całe to spotkanie.

W greckim oryginale znajdziemy słowo:
„ēlpizomen” – „mieliśmy nadzieję”.
To forma, która oznacza coś, co trwało… i się skończyło.

Czyli bardziej:
„żyliśmy nadzieją… ale ona się wypaliła.”

To jest moment, kiedy człowiek mówi:
– „już nie wierzę, że coś dobrego się wydarzy”
– „już nie oczekuję”
– „to się nie uda”

I właśnie w tym miejscu zaczyna się Emaus.

Bo to jest bardzo nasze.
Każdy z nas ma takie doświadczenia.

Coś się nie udało.
Ktoś zawiódł.
Coś się rozpadło.

I człowiek dalej żyje.
Funkcjonuje.
Rozmawia.
Ale w środku mówi:
„ja już niczego nie oczekuję.”

Zresztą… znam takich ludzi, którzy mają wszystko poukładane.
Naprawdę wszystko.
Plan dnia, plan tygodnia, plan życia.

Tylko jak zapytasz:
„a masz jeszcze nadzieję?”
to nagle… nie ma w planie odpowiedzi.

Bo nadziei nie da się zaplanować.

I właśnie wtedy dzieje się coś najważniejszego.

Jezus przyłącza się do nich.
Nie zatrzymuje ich.
Nie mówi od razu: „to ja!”

On po prostu idzie z nimi.

I zaczyna od czegoś bardzo prostego:
słucha.

Potem tłumaczy Pisma.
A potem… łamie chleb.

I nagle wszystko się zmienia.

Nie dlatego, że sytuacja się zmieniła.
Krzyż nie zniknął.
To, co się wydarzyło – dalej było faktem.

Ale oni zobaczyli coś więcej:
że Bóg był w tym wszystkim obecny.

I dokładnie to samo mówi dziś św. Piotr:
„Bóg wskrzesił Jezusa, bo śmierć nie mogła nad Nim panować.”

Czyli:
to, co wyglądało jak koniec,
okazało się początkiem.

A św. Piotr powie jeszcze mocniej:
zostaliście wykupieni – nie srebrem, nie złotem,
ale czymś bez porównania większym.

Czyli Twoje życie…
Twoja historia…
Twoje Emaus…
ma wartość.

I teraz pytanie bardzo proste:

Co zrobić, kiedy jesteś w swoim Emaus?

Ewangelia daje trzy rzeczy:

Idź dalej – nawet jeśli nie widzisz sensu.
Pozwól Jezusowi iść obok – nawet jeśli Go nie rozpoznajesz.
Zostań przy Nim przy łamaniu chleba – bo tam otwierają się oczy.

Nie trzeba więcej.
Naprawdę.

Siostro i Bracie,

Emaus to nie jest tylko droga dwóch uczniów.
To jest moment w życiu człowieka.

Moment, kiedy mówi:
„już nie mam nadziei.”

I właśnie wtedy przychodzi Chrystus.
Cicho.
Bez rozgłosu.
Czasem nierozpoznany.

I robi jedną rzecz:
idzie obok.

A kiedy On idzie z człowiekiem —
droga, która wyglądała jak koniec,
zaczyna prowadzić do życia.

Amen.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*