IV NIEDZIELA ADWENTU

Bracia i Siostry,

liturgia dzisiejszej niedzieli prowadzi nas na sam próg tajemnicy Narodzenia Pańskiego. Jesteśmy w tych dniach, w których Kościół mówi już bardzo mało – ale mówi najważniejsze rzeczy.

Od 17 grudnia wieczorami rozbrzmiewają w liturgii tak zwane Wielkie Antyfony Adwentowe. Są one jak siedem westchnień całej ludzkości, jak siedem wołań wypowiadanych przez wieki ciemności. Dziś Kościół każe nam zatrzymać się przy jednym z nich:

O Oriens – O Wschodzie, blasku światła wiecznego, Słońce Sprawiedliwości. Przyjdź i oświeć tych, którzy siedzą w ciemności i cieniu śmierci.

To nie jest poetycki dodatek do liturgii. To jest krzyk historii zbawienia.

Nieprzypadkowo właśnie w tych dniach roku, gdy noc osiąga swoją maksymalną długość, Kościół woła o światło. W sensie astronomicznym znajdujemy się przy przesileniu zimowym. Słońce wschodzi najniżej nad horyzontem. Dzień jest najkrótszy, noc najdłuższa. I dopiero po kilku dniach, w okolicach Bożego Narodzenia, światła zaczyna realnie przybywać.

I właśnie w tej niemal najdłuższej nocy historii Bóg mówi jedno zdanie:

Emmanuel – Bóg z nami.

Pierwsze czytanie prowadzi nas do domu Dawida, ale jeszcze głębiej – do obietnicy danej Judzie. Berło nie zostanie mu odjęte, aż przyjdzie Ten, do którego ono należy. To zapowiedź Króla, ale Króla innego niż wszyscy.

Drugie czytanie z Listu do Rzymian porządkuje wszystko teologicznie:

Chrystus jest potomkiem Dawida według ciała, ale Synem Bożym według Ducha, objawionym w mocy przez zmartwychwstanie. To znaczy: historia, ciało, genealogia, konkret – to wszystko nie jest przeszkodą dla Boga. To jest miejsce Jego wejścia.

Ewangelia zaś pokazuje, jak to światło wchodzi w świat nie przez triumf, ale przez posłuszeństwo jednego człowieka. Józef nie rozumie wszystkiego. Nie dostaje odpowiedzi na wszystkie pytania. Dostaje jedno polecenie:
Nie bój się. Weź do siebie Maryję.

To właśnie tu spełnia się wołanie antyfony O Oriens. Światło nie rozprasza ciemności z wysoka. Ono wchodzi w noc, w niepewność, w ryzyko, w lęk.

Bracie i Siostro,
Wielkie Antyfony nie są tylko modlitwą ludzi sprzed Chrystusa. One są naszą modlitwą dziś.

Bo także dzisiaj są miejsca, gdzie człowiek siedzi w cieniu śmierci.

Czasem jest to cień grzechu, z którego nie umiemy wyjść.
Czasem cień lęku o przyszłość, o Kościół, o rodzinę.
Czasem cień rozczarowania Bogiem, który nie działa tak, jakbyśmy chcieli.

I właśnie tam Kościół każe nam wołać:

O Oriens. Przyjdź. Oświeć.

Zwróćmy uwagę na coś bardzo ważnego:
Antyfony nie mówią: „daj nam rozwiązanie”.
One mówią: przyjdź.

Bo zbawienie nie polega na tym, że Bóg usuwa noc. Zbawienie polega na tym, że Bóg wchodzi w noc razem z nami i rozprasza ją swoim światłem.

Tak było od samego początku. Od chwili wygnania z Raju ludzkość żyje w zmroku. Patriarchowie, prorocy – wszyscy wołali o światło. I to światło miało sięgnąć nawet tam, gdzie nikt już nie sięgał – do otchłani, do Szeolu, do miejsca śmierci i beznadziei. Dlatego Chrystus zstąpił do otchłani. Bo nie ma takiej ciemności, do której On by nie wszedł.

Bracia i Siostry,

dzisiejsza liturgia nie jest tylko wspomnieniem wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. Ona jest progiem.

Za kilka dni usłyszymy: „Światłość w ciemności świeci”. Ale już dziś Kościół mówi: przygotuj się, bo Światło jest bardzo blisko.

Dlatego nieprzypadkowo w tej Eucharystii dokonują się także konkretne znaki służby. Ministerialna Służba Ołtarza nie sprowadza się jedynie do warstwy technicznej. Ona jest znakami światła w Kościele. Tak by być bliżej Słowa, bliżej Ołtarza, bliżej Tajemnicy. Nie po to, by się uwidaczniać, „błyszczeć”, ale by służyć sprawie odkupienia – jak Józef – by wskazywać na Światło i w życiu tym bożym światłem promieniować.

Za chwilę na ołtarzu dokona się to, o czym mówi antyfona O Oriens. Chleb i wino – rzeczy proste, ziemskie – staną się Ciałem i Krwią Tego, który jest Słońcem Sprawiedliwości. Światło nie będzie ideą. Będzie Osobą, którą przyjmiemy.

Bracia i Siostry,
jesteśmy jeszcze w czasie kiedy dominuje noc. Ale to już noc, która blednie.
Jeszcze jest ciemno, ale już wiadomo, że światło zwycięży.

Wołajmy więc razem z Kościołem:
O Oriens, przyjdź.
Przyjdź do naszych lęków.
Przyjdź do naszej niewiary.
Przyjdź do tego co słabe.
Przyjdź i oświeć tych, którzy siedzą w cieniu śmierci.

A kiedy za kilka dni usłyszymy płacz Dziecka w Betlejem, będziemy wiedzieć, że Bóg dotrzymał słowa.

Bo Emmanuel naprawdę znaczy: Bóg z nami.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*