XXVII Niedziela Zwykła

Bracie mój…
Siostro moja…

Dziś prorok Habakuk woła tak, jak wielu z nas:
„Jak długo, Panie, mam wołać – a Ty nie wysłuchujesz?”
Znasz to, prawda?
Modlisz się – a Bóg milczy.
Prośby, łzy, paciorki, a tu cisza.
I człowiek zaczyna się zastanawiać:
Czy On naprawdę słyszy?
Czy Go to obchodzi?

Habakuk to nie jest prorok z bajki.
To człowiek, który patrzy na świat, na zło, na niesprawiedliwość —
i nie rozumie, dlaczego Bóg zwleka.
A Bóg odpowiada:
„Zapisz widzenie. Jeszcze się wypełni.
Choćby się opóźniało – czekaj!”
Bo Bóg nie działa w pośpiechu, ale zawsze we właściwym czasie.

I dodaje jedno zdanie, które jest jak kamień w fundamencie wiary:
„Sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności.”

Nie cudom, nie emocjom, nie nadzwyczajnościom.
Ale wierności.
Wierności Bogu wtedy, gdy jest jasno – i wtedy, gdy jest ciemno.
Wierności w codzienności.
Wierności, kiedy nie czujesz nic.

Apostołowie dziś proszą Jezusa:
„Panie, dodaj nam wiary!”
Nie: „Daj nam więcej pieniędzy”,
Nie: „Daj nam sukcesu”.
Ale: „Dodaj nam wiary.”

I Jezus mówi:
„Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy…”
Czyli maleńką, ledwie widoczną.
Ale żywą!
Bo wiara to nie ilość – to zaufanie.
Nie chodzi o to, żeby mieć wielką wiarę,
tylko żeby mieć wiarę w Wielkiego Boga.

Bracie… Siostro…
Czasem chcielibyśmy, żeby Pan Bóg robił wszystko za nas.
Żeby od razu przesadzał morwy, usuwał trudności, prostował drogi.
A On mówi:
„Zrób, co do ciebie należy. Resztę zostaw Mnie.”

I dlatego ta Ewangelia kończy się tak twardo:
„Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać.”

To nie znaczy, że Bóg nami gardzi.
Nie!
To znaczy, że wiara rodzi się w pokorze.
Że nie wszystko musi się udać, nie wszystko ma być widać.
Że czasem trzeba orzeć, paść, pracować, służyć –
nie czekając na podziękowanie.

Bo Bóg widzi.
On pamięta.
A Jego „dziękuję” przyjdzie wtedy, gdy będzie trzeba.

Święty Paweł dziś dodaje otuchy:
„Nie dał nam Bóg ducha bojaźni,
ale mocy, miłości i trzeźwego myślenia.”

Nie bój się, że twoja wiara jest słaba.
Rozpal ją!
Rozpal ten mały płomyk, który dostałeś przy chrzcie, przy bierzmowaniu.
Nie pozwól, żeby zgasł od wiatru świata, od zniechęcenia, od obojętności.

Bo wiara nie rośnie w cieple i wygodzie.
Wiara rośnie w trudzie, w nocy, w ciszy, w pytaniu: „Dlaczego?”
To tam, gdzie Habakuk woła, a Bóg jeszcze nie odpowiada —
tam rodzi się najprawdziwsza wierność.

Bracie, siostro…
Nie proś dziś Boga, żeby zmienił wszystko wokół.
Poproś, by rozpalił twoje serce.
By dodał ci tej gorczycowej wiary — małej, ale mocnej.
Żebyś wierzył, że nawet jeśli On milczy,
to Jego milczenie też jest słowem.

Bo On przyjdzie.
Na pewno przyjdzie.
A sprawiedliwy — żyć będzie dzięki swej wierności.

Amen.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*