Bracie… Siostro…
Święty Jan widział ich —
tłum ogromny, którego nikt nie potrafił policzyć.
Z każdego narodu, języka i ludu.
Nie w drogich szatach, nie w purpurze ani w jedwabiach,
ale w białych szatach wybielonych we krwi Baranka.
Bo to krew Człowieka–Boga, Jezusa Chrystusa,
która nie tylko zmywa grzech,
ale przemienia serce człowieka w świątynię Boga.
Rok powoli ma się ku końcowi a my spoglądamy na opadające liście, mgły jesienne i pluchy i zastanawiamy się dlaczego teraz obchodzimy taką piękną uroczystość. Ku czci tych, którzy odeszli i tych którzy są już podobni do Boga, bo ujrzeli Go takim jaki jest.
Tradycja biblijno-żydowska mówi, że potop rozpoczął się w miesiącu Cheszwan,
na przełomie października i listopada.
Ziemia spowita była deszczem, niebo zasnuło się ciemnością,
a wody zalały świat, który odwrócił się od Stwórcy.
I zostało to w takiej podskórnej pamięci ludzkości: że to wtedy świat został oczyszczony przez wodę ale wielka liczba Bożych dzieci miała okazję szybciej opowiedzieć się za Bogiem lub przeciwko Niemu. Nawrócić lub pogrążyć w wiecznej otchłani śmierci.
Dziś mamy znów jesienne niebo znów jest ciężkie — ale nie wodą, tylko ludzkim grzechem.
Nie ma potopu z chmur,
jest potop zła, obojętności, kłamstwa i pychy.
Ale tak jak wtedy Noe znalazł łaskę w oczach Pana,
tak dziś Bóg szuka tych, którzy chcą wejść do Arki —
Arki wiary, nadziei i miłości. Którzy chcą się ocalić przez Kościół.
Święci — to ci, którzy weszli.
Nie doskonali, nie bez grzechu,
ale tacy, którzy pozwolili się oczyścić.
Którzy uwierzyli, że łaska silniejsza jest od winy.
Że krew Chrystusa ma moc odrodzić serce człowieka.
W Apokalipsie Starzec pyta Jana:
„Kim są ci przyodziani w białe szaty?”
A on odpowiada: „Panie, Ty wiesz”.
A głos z nieba mówi:
„To ci, którzy przyszli z wielkiego ucisku”.
Z ucisku świata, który nie znosi wiary.
Z ucisku własnych grzechów, zwątpień, upadków.
To ci, którzy się nie poddali.
Bracie… Siostro…
I my mamy być w tym tłumie.
Nie tylko patrzeć na świętych z daleka,
ale stanąć obok nich — z czystym sercem, z miłością, z wiarą.
Bo świętość to nie przywilej wybranych.
To droga, na którą Bóg zaprasza każdego.
„Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” — mówi Pan.
I kiedy dziś wspominamy Wszystkich Świętych,
patrzymy też w stronę tych, którzy jeszcze są w drodze.
Naszych bliskich zmarłych —
którzy jeszcze się oczyszczają w miłości,
jeszcze tęsknią za światłem,
jeszcze proszą o modlitwę,
aby mogli dołączyć do tego tłumu,
gdzie nie ma już łez ani bólu,
bo „Bóg otrze z ich oczu wszelką łzę”.
W niebie nie ma samotności.
Każdy święty to światło, które świeci dla nas.
Każda dusza oczyszczająca się w Bogu — to iskra nadziei.
A my — pielgrzymi ziemi — jesteśmy wciąż w drodze.
W drodze przez duchowy potop,
w drodze ku światłu,
w drodze do Boga.
Nie bój się więc deszczu listopadowego,
bo czasem właśnie w szarości dojrzewa świętość.
Nie lękaj się smutku, może tęsknoty za tymi których kochasz a którzy są niewidoczni dla oczu więc najważniejsi….
To przez łzy rodzi się czyste spojrzenie na Niebo.
Nie uciekaj przed wiarą,
bo tylko wiara przetrwa każdy potop.
Bracie… Siostro…
Niech dziś w nas obudzi się tęsknota.
Za niebem.
Za świętością.
Za tą chwilą, kiedy i my staniemy wśród tych w białych szatach,
i ktoś powie:
„To ci, którzy przyszli z wielkiego ucisku –
i opłukali swe serca w krwi Baranka.”
Amen.
Dodaj komentarz